piątek, 5 maja 2017

Dziecko Odyna (Tom 1 serii Krucze Pierścienie) Pettersen, Siri

"Ojciec powtarzał, że może żyć bez nóg, 
jeśli jego serce okaże się dość silne. 
I tak też się stało. Czasem było na tyle silne,
że wystarczało dla nich obojga. Aż do czasu,
gdy życie Hirki znalazło się w niebezpieczeństwie.
Dopiero wtedy zabrakło mu sił.
Dopiero wtedy ojciec się poddał, ze względu na nią.
Jego serce znosiło głód, ból, złośliwe plotki i chorobę,
ale nie było dość silne, by znieść Ciemne Cienie.
Hirka przypuszczała, że jej serce też ich nie zniesie."


Cześć!

Dziś porozmawiamy sobie o książce, co do której oczekiwania przerosły treść. Uwielbiam fantastykę i mitologię, zwłaszcza nordycką. Ale ta książka do mnie nie przemówiła tak, jakbym się tego spodziewała. Była po prostu średnia, a szkoda, bo potencjał był ogromny.

"Dziecko Odyna" opowiada historię Hirki, którą to Thorrald znajduje w śniegu podczas jednej z wypraw. Mimo, że zdawał sobie sprawę, że mała jest Zgnilizną, postanawia ją przygarnąć i robi jej ślad oraz dorabia historię, że jej ogon porwały wilki. W momencie, gdy kończy ona 15 lat ma przejść Rytuał, sprawdzający jej moce. Jednak tu zaczynają się schody, gdyż dziewczyna jest ślepa na ziemię... Dowiaduje się straszliwej prawdy od ojca, jednak z początku nie chce przyjąć tego do wiadomości i próbuje znaleźć jakiś sposób, aby tą evnę wyzwolić. Wkrótce, wieść się roznosi i dziewczyna musi uciekać...

No i pojawia się Rime. Rime to syn kapłanki, który nie chce zasiąść w radzie, woli służyć Widzącemu w inny sposób i wkracza w szeregi Ciemnych Cieni. Oczywiści budzi się między nimi uczucie, które mnie tak denerwowało. On wie, kim jest Hirka, że jest zgnilizną i każde zbliżenie może go wiele kosztować. Ale nie... on znajdzie sposób. On jako pierwszy oszuka śmierć i będzie z nią, mimo wszystko. 

Ogólnie, czytają tę książkę, odniosłam wrażenie, że główna bohaterka nie robi nic, oprócz wędrowania z jednego miasta do drugiego. Popada oczywiście w tarapaty, jest młoda, niedoświadczona, Rada się jej boi, chce ją zabić, więzi ją. A do tego ojciec. Ojciec, który, żeby ułatwić jej ucieczkę, postanawia się zabić, nie dając jej przy tym żadnych wskazówek. 15 latka przecież niewiele wie o życiu, mógłby chociaż ją poinstruować, co powinna zrobić, gdzie uciec. A główna bohaterka zostaje po prostu zostawiona sama sobie, zagubiona, głodna, bez środków do życia, musi się chować i uciekać, jakby popełniła jakąś zbrodnię. Ogólnie zarys fabuły jest ciekawy, jednak męczyło mnie czytanie tej książki i do kolejnych części raczej nie wrócę. W pewnym momencie nie wiedziałam już, gdzie znajduje się główna bohaterka, bo tak często się przemieszczała. Również przemiał bohaterów, z początku trudno mi było zorientować się kto jest kim, ale szybko to przyswoiłam. Tak czy siak, polecam tę książkę osobom, które chcą na chwilę oderwać się od rzeczywistości i pobyć trochę w innym, mistycznym świecie pełnym mitów.

Moja ocena: 6,5/10

sobota, 29 kwietnia 2017

Światło, którego nie widać. Doerr, Anthony (stowarzyszenie moli książkowych)

"Marie-Laure [...] wchodzi po szczeblach drabiny,
wstrzymuje oddech i licz uderzenia serca.
Trzydzieści. Czterdzieści. Na zewnątrz panuje cisza.
Wreszcie otwiera klapę i wchodzi do kuchni.
Nikt do niej nie strzela. Nie słyszy eksplozji."


Wyobraź sobie, jak trudno musi być osobie niewidomej. Wyobraź sobie, jak ciężko musi być sierocie, która trafia w ręce wroga. Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem w trakcie wojny. I to, że jeszcze żyjesz, zawdzięczasz niczemu innemu, jak szczęściu.

Historia opowiedziana przez Doerra opisana jest z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy niewidomą Francuzkę, którą wychowuje ojciec, pracownik muzeum. Z drugiej strony Niemca, wychowanka domu dziecka, który okazuje się geniuszem zafascynowanym radioodbiornikami. Każde z nich ma niewiele więcej jak 10 lat w momencie, gdy rozpętuje się wojna. 

Marie-Laure mieszka z ojcem w Paryżu. Jest wielbicielką wszelkiego rodzaju skorupiaków, o których to rozmawia z profesorem w muzeum, w którym pracuje jej ojciec. Uczy się czytać braille'a, poznając przy tym twórczość Juliusza Verne'a, która towarzyszy jej później przez całe życie. Książka ta już zawsze będzie kojarzyć się jej z ojcem. Robił on wiele, aby przystosować córkę do jak najnormalniejszego życia, mimo jej niepełnosprawności. Zapewniał jej wszystko, co najważniejsze. Wieczorami budował dla niej platformę miasta, odwzorowaną w najmniejszym kawałku, dzięki której to, dziewczynka potrafi poruszać się po nim samodzielnie. Wskutek powierzonemu ojcu zadaniu, przeprowadzają się do Saint-Malo, nad morze, gdzie toczy się główna akcja książki.

Werner to sierota, chłopiec mieszkający w domu dziecka z młodszą siostrą, Juttą. Ich ojciec zginął w kopalni, na którą, gdyby nie jego wybitne zdolności, Werner również zostałby skazany. Jednak przypadkiem, trafia do Hitlerjugend. Okazuje się na tyle bystry, że po godzinach lekcyjnych profesor zostawia go w laboratorium, by mógł podszkolić swoje umiejętności. W czasie trwania szkoły zostaje powołany na front, gdzie za zadanie ma znajdywać stacje wroga, posługujące się tajnymi komunikatami. W pewnym momencie losy młodej Francuzki i Niemca splatają się...

Książka ta sprawiła, że w pewnym momencie został ze mnie wrak człowieka. Parę razy musiałam ją odłożyć, żeby ochłonąć, jednak zaraz musiałam dowiedzieć się, co będzie dalej i nie mogłam jej ot tak zostawić. Niektóre sceny były drastyczne. Pokazywały, jak bezwzględni mieli być chłopcy w szkole Wernera i w jaki sposób uczono ich tej znieczulicy. Dodatkowo strach, jaki przeżywała niewidoma Marie-Laure, głód i niebezpieczeństwo. Wszystko to daje nam opis tego, jak okrutna była wojna dla każdego. Dla wrażliwego, słabego chłopca zaciągniętego do bestialskiej szkoły, dla bezbronnych dzieci, zabijanych ot tak, za to, że się narodziły. Książka przepełniona jest strachem. To główna emocja, jaką daje się wyczuć przez większość rozdziałów. Napełnia czytelnika wieloma emocjami, od zniesmaczenie, po empatię. Z jednej strony nienawidzi się połowy bohaterów, z drugiej, chce się wyrwać innych ze szpon bestii. Trudno mi było przyzwyczaić się do zabiegu, jaki wprowadził autor z podziałem książki na 2 narratorów i swego rodzaju wybieganie w przyszłość. Z początku strasznie mnie to irytowało, ale w pewnym momencie po prostu chłonęłam tą powieść jak gąbka. Jest fantastyczna. Myślę, że każdy powinien ją przeczytać, aby spojrzeć na wojnę ze stron opisywanych w niej bohaterów. Na pewno spodoba się osobom lubiącym tematykę wojenną, klimaty Francji, w której dzieje się większość akcji. Jednakże, gorąco polecałabym ją osobom, które skończyły co najmniej 16 lat, ze względu na drastyczność niektórych scen.

Moja ocena: 8,5/10

piątek, 28 kwietnia 2017

Zostaw mnie Forman, Gayle

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Dłoń oblepiona różnymi rurkami nagle powędrowała 
na zabandażowaną klatkę piersiową. 
Poczuła serce, które biło w środku od zawsze - 
od kiedy była dzieckiem, a nawet wcześniej, 
gdy jako płód żyła w łonie matki, której nigdy nie znała. 
Teraz się okazało, że to serce na jakiś czas przestało bić. 
Maribeth zupełnie tego nie rozumiała, ale nagle poczuła się tak,
 jak gdyby przekroczyła jakąś granicę - 
i zostawiła po drugiej stronie wszystkich i wszystko, 
całe swoje dotychczasowe życie."



Hej moi kochani!

Dziś porozmawiamy sobie o książce, która sprawiła, że przez połowę czasu siedziałam zirytowana, ale jednocześnie zaciekawiona tym, co wydarzy się zaraz. Serdecznie zapraszam!

"Zostaw mnie" przedstawia historię 43 letniej Maribeth Klein, dziennikarki mieszkającej w Nowym Yorku, matki bliźniaków. Wydawać by się mogło, że wszystko idzie zgodnie z planem. Praca, mąż, dzieci, ułożone życie, dzień po dniu zaplanowany jak w zegarku. Jednak w pewnym momencie przy okazji wizyty u lekarza, wyznaje, że jest zaniepokojona swoimi objawami. Okazuje się, że kobieta przeszła zawał, praktycznie od razu zostaje przewieziona na salę operacyjną, gdzie zajmuje się nią wykwalifikowana opieka medyczna. Jednak po powrocie do domu, nic nie wskazuje na to, że będzie miała łatwą i przyjemną rekonwalescencję... Wszystko zostaje na jej głowie, dzieci, mąż, zakupy, obiad, dodatkowo jej matka, która niekoniecznie pomaga zając się domem. Maribeth ma dość i gdy nikt nie widzi, pakuje się i wyjeżdża, zostawiając swoje dotychczasowe życie ot tak.

I w tym momencie zaczęłam się irytować. No jaka matka zostawia swoje dzieci nie zważając na to, czy zostają pod odpowiednią opieką? Co prawda, mają ojca, ale czy ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że Jason też pracuje i muszą z czegoś żyć? Wydaje mi się, że dojrzała osoba tak nie postępuje. Dodatkowo w czasie swojego pobytu Pittsburghu wdaje się w romans z własnym lekarzem, a na koniec książki jakby nigdy nic wraca sobie do rodziny, do męża, dzieci bez żadnych konsekwencji. Autorka wykreowała bardzo płytką, samolubną postać. Rozumiem, natłok obowiązków może przytłaczać, ale chyba można sobie z tym poradzić w inny sposób, niż ucieczka, prawda? 

Inną sprawą jest niedokończony wątek znalezienia biologicznej matki Maribeth, który jak dla mnie powinien zostać rozwinięty nieco bardziej, ale widocznie autorka uznała, że nikogo to nie będzie interesować. W momencie, gdy ja zastanawiam się, czy matka w końcu chciała mieć z nią kontakt, czy nie? No i porzucenie dzieci, miała wyrzuty sumienia, ale czy to nie wystarczyło, żeby wrócić do domu? Musiała wydawać oszczędności i ukrywać się w jakiejś klitce? No nie.

Ta książka tak mnie irytowała, autorka nie dokończyła tego, co istotne. Skupiła się na tym, co mnie tak na prawdę nie interesowało, główna bohaterka okazała się po prostu pusta i samolubna. Oczywiście po powrocie do domu musiało być wszystko pięknie, zacząć się układać, poprawiać dawno popsute relacje z przyjaciółką. Jak dla mnie totalny bezsens, jednak książka dobra na zrelaksowanie się i oderwanie od rzeczywistości. Taki typowy średniaczek.

Moja ocena: 5/10

niedziela, 23 kwietnia 2017

Królowa Tearlingu (Tom 1 cyklu) Johansen, Erika

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Oto Tearling, oto Mortmesne,
Tutaj czerń, a tam szkarłat,
Tutaj światło, a tam mrok,
Tutaj życie, a tam zgon.
Królowa Glynn, Szakrłatna Królowa,
O jednej na zawsze zapomnieć ma świat,
Dama prze naprzód, wiedźma rozpacza,
Królowa zwycięża, wiedźma się stacza."


Cześć!

Dziś porozmawiamy o książce, która w moim odczuciu wybiega poza utarte schematy. To fantastyka, dziejąca się w przyszłości, która wygląda w taki sposób, jakbyśmy przenieśli się parę lat wstecz. To powieść wyłamująca schemat pięknej, mądrej i niezwyciężonej królowej. Przepełniona magią, tajemnicą i problemami politycznymi. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z recenzją.

Książkę co prawda czytałam już jakiś czas temu, ale opowiedzianą w niej historię pamiętam szczególnie. Główną bohaterką jest Kelsea, następczyni tronu, która wychowywana zostaje na odludziu, ponieważ w pałacu królewskim nie była bezpieczna. Swoją matkę pamięta jako potężną królową, która doskonale władała państwem. Ojca nie zna, a zagadka ta nie zostaje odkryta do końca tego tomu. W dniu 19 urodzin Kelsea zostaje odesłana do stolicy, w której to ma zasiąść na tronie. W trakcie tej wyprawy czyha na nią pełno niebezpieczeństw. Jest uważnie strzeżona przez Buławę i jego kompanów. Boryka się z wieloma trudnościami i musi przemawiać sobie do rozsądku, że jest silna i da radę. Poznaje prawdę o swojej matce, i o tym, że była złym władcą, między innymi, pozwalając na zsyłki do Mormesne. Kelsea postanawia uratować swoich poddanych i mimo wielu niepowodzeń i przeszkód, stawia na swoim, stając się tym samym uwielbianą królową. Chce sprawić, żeby jej podwładni nie musieli już cierpieć, byli syci, bezpieczni i mieli szansę na wykształcenie, na którym to, Kelsea bardzo zależy. 

Nie jest to typowa ciepła klucha, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni przez większość książek tego typu. Mamy tu do czynienia z dziewczyną wytrwałą w swoich postanowieniach, silną, pełną samozaparcia, a przy tym czułą na krzywdę ludzką. Dodatkowo nie jest pięknością, za którą szalałoby pół królestwa, jest zwyczajna, normalna, niczym specjalnym się nie wyróżnia. Nawet ma parę kilo za dużo, o czym zaczyna sobie zdawać sprawę i jest jej czasem wypominane. To wszystko sprawia, że zaczynamy o niej myśleć jak o osobie z krwi i kości, a nie wyimaginowanej bohaterce książkowej. Mamy ochotę się z nią spotkać, porozmawiać. Dodatkowo, autorka przedstawia nam dość dystopijny obraz świata po jakimś kataklizmie, co również wyłamuje się poza narzucone ramy ostatnimi laty. 

Uważam, że książka jest fantastyczna. Inna niż wszystkie. Pełna tajemnic, intryg, zapewniająca nam długie godziny rozrywki. Czyta się ją szybko i przyjemnie, nie miałam czegoś takiego, że chciałam książkę rzucić i już do niej nie wracać. Nawet, jak nie czytałam jej przez dłuższy czas, nie było to spowodowane fabułą, a natłokiem obowiązków. Sądzę, że każdy fan fantastyki, albo raczej fanka, bo nie wiem, czy książka spodobałaby się również mężczyznom, powinna to przeczytać. 

Moja ocena: 8,5/10

piątek, 21 kwietnia 2017

Pamiętnik Sparks, Nicholas

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Tata mawiał, że kiedy człowiek pierwszy raz się zakochuje, 
jego życie nieodwracalnie się zmienia 
i choćby nie wiedzieć jak się próbowało, to uczucie nigdy nie zniknie. 
Ta dziewczyna, o której opowiadasz, była twoją pierwszą miłością. 
I cokolwiek byś zrobił, zostanie z tobą. 
Na zawsze."


Hej, cześć moi kochani!
Dzisiaj porozmawiamy sobie o książce, która niestety ogromnie mnie rozczarowała.
Znam twórczość Sparksa i w stosunku co do tej powieści miałam ogromne oczekiwania, zwłaszcza, że film był przepiękny, zachwycający i należy do jednych z moich ulubionych romansów. Natomiast to, co Sparks zrobił tej książce jest godne jedynie łez żalu nad moimi oczekiwaniami...

Ale zacznijmy od początku. Jako, że książka jest śmiesznie krótka, bo ma nieco ponad 250 stron, postanowiłam, że przeczytam ją któregoś wieczoru. Miałam ochotę odpocząć od fantastyki, więc wydała mi się ciekawą odskocznią, zwłaszcza, że kilka lat temu oglądałam film na jej podstawie i bardzo mi się spodobał. Pełna nadziei zaczęłam czytanie, ale historia opowiedziana w książce okazała się takim gniotem... W filmie zarys akcji został zachowany, ale aby ubarwić tą historię, dodano parę scen, które dużo wniosły do całości i niestety zabrakło mi ich tutaj. Nie wiem, czy po przeczytaniu tej książki, chciałabym obejrzeć film, ale cieszę się, że zrobiłam to w odwrotnej kolejności.

Noah to trzydziestoletni mężczyzna, który po wojnie przeprowadza się do swojej rodzinnej miejscowości. Kupuje ogromny, stary dom, z którym wiąże się mnóstwo wspomnień i niespełnionej miłości sprzed lat, Allie. Całe życie w pamięci ma tamto lato, które spędzili razem. Żyje z pieniędzy, które dostał w spadku po właścicielu firmy, w której pracował przed wojną, więc cały swój czas spędza na remontowaniu mieszkania. Jest samotnikiem, odludkiem, kochającym poezję, sztukę i naturę. 

Z drugiej strony mamy Allie. Dwudziestosiedmioletnią narzeczoną prawnika, która porzuca marzenia o wielkiej sławie w dziedzinie artystycznej. Kocha narzeczonego, którego zaakceptowali rodzice, jednak mimo wszystko, zawsze myślami ucieka do tamtego lata i jej pierwszej miłości, Noaha. Pewnego dnia ich losy się splatają i Allie w ukryciu przed narzeczonym, ucieka do miasteczka, w którym odnajduje dawnego ukochanego.

Oczywiście, jak to na Sparksa przystało, miłość przezwycięża wszystko i w końcu muszą być razem aż do śmierci, inaczej to by nie był Sparks. Bo przecież jest sens w tym, że facet całe życie myśli o dziewczynie, z którą spędził miesiąc i nie przyjmuje do wiadomości myśli o żadnej innej. A dziewczyna, która już jedną nogą była w małżeństwie z mężczyzną, którego podobno kochała, rzuca wszystko i pcha się w ramiona jakiegoś odludka. No i gdzie tu sens, gdzie logika? Mam wrażenie, że książka ta powstała na szybko, aby tylko coś wypuścić. Nie jest dopracowana w 100% co widać gołym okiem. Mam nadzieję, że to dlatego, że jest jedną z pierwszych książek wydanych spod pióra tego autora i cieszę się, że kolejne wychodzą mu coraz lepiej.

Podsumowując, książka mi się nie spodobała, jest słaba, płytka i ma pełno dziur logicznych. Cieszę się, że inne powieści tego autora są świetne, a do tej na pewno już nie wrócę. 

Moja ocena: 2,5/10

piątek, 7 kwietnia 2017

Tea Book Tag [adrianna_czyta]

Cześć!

Pomyślałam sobie, że warto by było nieco urozmaicić mojego bloga i zapoznać się nieco z tematyką książek z innej perspektywy. Na YouTube często przewijają się różnego rodzaju Tagi książkowe, tak więc i ja postanowiłam udzielić odpowiedzi na pytania jednego z nich. 
Jesteście ciekawi? 
Zapraszam serdecznie!

1. Czarna herbata, czyli Twój ulubiony klasyk.

Udzielając odpowiedzi na to pytanie zastanawiałam się nad tym, jakie właściwości musi spełniać książka, aby zyskać miano klasyka. Czy chodzi tu bardziej o popularne książki z poprzednich wieków? A może coś współczesnego, co z łatwością można by było wpisać w kanon klasyków literatury... W swoim zestawieniu postawiłam jednak na książkę, którą tak na prawdę przeczytałam całkiem niedawno, bo w zeszłym roku, jej recenzja również znajduje się na moim blogu. A jest to Duma i uprzedzenie autorstwa Jane Austen. Jest to jedna z ciekawszych opowieści o miłości, jaką udało mi się przeczytać. Mimo wszystko, bardziej utożsamiam się z postacią Pana Darcy, którego postępowanie jest bardzo bliskie mojemu małemu serduszku. 


2. Zielona herbata, czyli książka tak nudna, że przy jej czytaniu zasypiasz.

W swoim życiu przeczytałam kilka nudnych książek i mogłabym tu wymienić Krzyżaków, czy Lalkę. Jednak postawiłam tutaj na książkę, której pierwsza część zapowiadała się fantastycznie, niestety, przez drugą nie mogę się przebić od dłuższego czasu. A mowa tutaj o drugiej części Obcej: Uwięziona w bursztynie autorstwa Diany Gabaldon. I z góry chcę przeprosić wszystkich zwolenników tej części, ale mnie ona po prostu nie przypadła do gustu. Pierwsza była fenomenalna, w tej, natomiast, akcja się po prostu wlecze i nie mogę przebrnąć przez kolejne rozdziały, a nie jestem nawet w połowie... 


3. Czerwona herbata pu-ehr, czyli książka, której bohaterowie ciągle się przemieszczają.

Tutaj wybór był dziecinnie prosty. Wszystko przez to, że niedawno przeczytałam jedną z książek, gdzie bohaterowie są w trakcie ciągłej wędrówki. Jest to pierwsza część cyklu Kruczych Pierścieni, czyli Dziecko Odyna, Siri Pettersen, której to recenzja będzie na blogu niebawem! Co do samej książki, miałam wrażenie, że główna bohaterka nic nie robi, tylko wędruje po całym Ym. Ktoś jeszcze odniósł takie wrażenie? 😜



4.Herbata oolong, czuli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Tutaj wybrałam książkę, którą wydaje mi się, że spamuję, gdzie tylko mogę, ale w moim odczuciu jest fantastyczna i zna ją zdecydowanie za mało osób! To nie mogło być nic innego, jak Dożywocie Marty Kisiel. Autorka pokazuje nam świat pełen absurdu i humoru. Sama rzadko trafiam na książki, przy których pękam ze śmiechu, a ta właśnie sprawiła, że poczułam się jak małe dziecko. Czaję się na zakup drugiej części i pierwszej w formacie papierowym, bo czytałam ją na Legimi. Gorąco polecam!


5.Biała herbata, czyli książka niezasłużenie popularna.

I tutaj miałam problem, który na szczęście szybko udało mi się rozwiązać. A będzie to Szóstka wron Leigh Bardugo. Tak, jestem tą mniejszością, której się ona nie podobała. Według mnie nie jest aż tak dobra, jak uważa większość. Zawierała pełno dziur logicznych, nie widzę powodu, dla którego Kaz uważa się za Pana i władcę, prawda, przeżył wiele, ale nadal jest młody i powinien obrać sobie kogoś za autorytet. Bohaterowie zachowują się dużo doroślej, niż w rzeczywistości. Nie była aż tak dobra, by zasłużyć sobie na taką popularność. 



6. Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez pierwsze rozdziały, aby akcja się rozwinęła. 

Do tego pytania wybrałam książkę, która w sumie w ogóle mi się nie spodobała, z początku akcja w tej książce wydawała mi się powolna, po prostu nudna. Mimo, że działo się tam naprawdę sporo! Dopiero gdzieś w połowie zaczęła się akcja "właściwa", która to opisywała sedno całej tej historii. A jest to nic innego, jak Miłość w czasach zagłady Hanni Munzer, której recenzję możecie znaleźć na blogu!



7.Herbata ziołowa, czyli książka, którą czytano Ci na dobranoc, gdy byłeś mały.

Do tego pytania wybrałam książkę, o której od razu pomyślałam, gdy przeczytałam to pytanie. A jest to zbiór krótkich bajek, czyli Sto bajek Jan Brzechwa. Jest to moja ulubiona książka z dzieciństwa, którą dostałam na któreś urodziny. Pamiętam, gdy byłam w podstawówce, czytałam ją zwykle do późnego wieczora i nie potrafiłam się oderwać. Między innymi od niej zaczął się mój książkoholizm. 😁



8. Ice tea, czyli książka, która zmroziła Ci krew w żyłach. 

Wybrałam tutaj piękną, jedną z moich ulubionych książek, która, mimo tematyki około wojennej, rozkochała mnie w sobie i sprawiła, że jestem jej wierna całą sobą. Były momenty, gdy autentycznie tak się bałam, że aż musiałam odłożyć książkę i ochłonąć. Jest to fantastyczny Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafóna. Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać tej książki. Cudo!



Nie nominuję nikogo do zrobienia tego tagu, natomiast, jeśli chcesz, możesz oczywiście zrobić go na swoim blogu i koniecznie podziel się swoimi odpowiedziami!

Buziaki
Adrianna xxx

środa, 29 marca 2017

A Court of Thorns and Roses (Tom 1) Maas, Sarah J.

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Be glad of your human heart, Feyre. Pity those who don't feel anything at all." 


Wyobraź sobie, że nagle tracisz wszystko, co cię dotychczas otacza. A żeby przeżyć, musisz nauczyć się walczyć...  Masz 19 lat, Twój ojciec poza Tobą ma jeszcze 2 córki, ale sam wycofuje się z pełnienia obowiązków głowy rodziny i wszystko spada na Ciebie. Jak byś się w tej sytuacji odnalazł/a? Z takimi problemami zmaga się właśnie nasza główna bohaterka. Feyre nie jest zwykła dziewczyną. Jej głowa przepełniona jest masą problemów, jest głównym żywicielem rodziny. Niekoniecznie z wyboru. Pewnego zimowego dnia wybiera się na polowanie, gdzie zabija wilka. Nie wie jednak, jakie może to ponieść za sobą konsekwencje. 

Tak właśnie zaczyna się pierwszy tom serii Dworu Cierni i Róż. Ja swoją wersję mam akurat w języku angielskim, ale wiem, że w Polsce pozycja ta również odniosła ogromny sukces. Żałuję, że dotychczas tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki i już szykuję się do kolejnego tomu. Ale powoli! Skupię się tu głównie na Feyrze, która jest jedną z bohaterek, z którą łatwo mi przyszło się utożsamić. Jest młodą, zagubioną osobą, nie do końca zajmującą się zadaniami adekwatnymi do jej wieku. Poluje, zajmuje się domem, handluje zdobyczami. Wszystko, aby zapewnić swojej rodzinie choćby najmniejszy standard życia. Pewnego dnia wskutek karygodnego czynu opuszcza rodzinny dom, aby od tej pory zamieszkać w świecie, do którego normalny człowiek nie miałby wstępu, czyli w Prythian. To, jak zostaje tam potraktowana nijak się ma do kary, Lord Tamlin traktuje ją jak rasową księżniczkę, dbając przy tym o to, aby niczego jej, jak i jej rodzinie, nie zabrakło. Oczywiście, jak to na powieść young adult przystało, budzi się między nimi gorące uczucie, które zostaje wystawione na próbę. 

Feyre jest dobrze wykreowaną bohaterką. Nie jest kolejną ciepłą kluchą, ma mnóstwo wad, jest jak najbardziej realna, normalna, zwykła. Jednak serce ma skute lodem, lodem, który nawarstwił się w niej od śmierci matki, przestała się cieszyć życiem, została obciążona masą obowiązków i zwyczajnie nie dawała sobie z tym rady psychicznie. Jej jedyną pasją, przy której uwielbiała i potrafiła się wyżyć, wydusić swoje emocje było malowanie, w którym była całkiem dobra. Po drugiej stronie mamy Tamlina, Lorda Wiosennego Dworu, na którego rzucona została klątwa. W ciągu 49 lat musi znaleźć ludzką kobietę, pełną nienawiści do jego rodu, która zdolna jest zabić, ale również kochać. Klątwa zostanie zdjęta, gdy przed upływem tego czasu ona wyzna mu miłość. No i kur** mać! Z czasem, wczytując się wgłąb powieści zaczęłam mieć wrażenie, że to, co on zrobił z Feyre było jedynie po to, aby tą klątwę z siebie zdjąć! Na początku jest zdystansowany, jednak powoli przekonuje do siebie Feyre i czytelnika. Idzie pokochać te jego podchody, to, co robi dla Feyre i jej rodziny, jednak poźniej, na końcu książki, gdy poznajemy całą tajemnicę klątwy, wydaje się taki bezbronny. Nie zachowuje się, jak osoba, która kocha. Bardziej wydaje mi się, że pomylił on uczucie miłości z pożądaniem. 😡

Przechodząc już powoli do podsumowania stwierdzam, że Feyre jest jedna z moich ulubionych postaci literackich. Jest tak żywa, tak prawdziwa. Zmaga się z normalnymi problemami, nie boi się wyzwań, dla miłości jest w stanie poświecić wszystko. Mam wrażenie, że czytam książkę, która wcale nie odnosi się do wyimaginowanego świata, ale do naszych realiów. Jestem bardzo zadowolona, że w tym roku wychodzi kolejna część, którą przedpremierowo udało mi się już zamówić. Z tego, co się orientuję, cała seria ma się składać z około 6 tomów (jak nie więcej).

Całej książce daję mocne 9/10, jednak uważam, że jest to książka, która przez wiele doroślejszych scen nie nadaje się dla osób co najmniej poniżej 16 roku życia. Wszystkim starszym czytelnikom gorąco polecam!

Buziaki!
Adrianna

niedziela, 19 lutego 2017

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów (Tom 1 serii Nikity), Jadowska, Aneta

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Na szczęście nie wpadła na to, by mnie uwięzić,
torturować, straszyć, grozić śmiercią, pozwolić, by 
zgwałciło mnie trzech jej ludzi, pobić głodzić... 
Gdyby ktoś jej powiedział, że to obudzi moją magię - 
- jestem pewna, że by to zrobiła"


Hej!
Przyznaję, bez bicia, że oficjalnie jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki! Nigdy nie przepadałam jakoś specjalnie za książkami Polskich autorów. Jakoś nie przemawiały do mnie, kojarzyły mi się z kiepskimi romansami o 30-letnich singielkach na siłę szukających miłości. Ale odkąd sięgnęłam po inną gatunkowo półkę, nie mogę się nadziwić, ile ci nasi rodacy mają w głowie! Aneta Jadowska znana jest już z serii o Dorze Wilk, która również pojawia się w tej książce, jednak tylko jako wzmianka. Samą książkę określiłabym jako fantastyka pomieszana z kryminałem. Napisana jest tak dobrym językiem, że pochłonęłam ją praktycznie na raz i ciągle chcę więcej, ale druga część już jest i czeka na swoją kolej. 😎

Teraz coś więcej o naszej głównej bohaterce - Nikicie. A właściwie nie Nikicie, tylko Carmen, Modliszce i Bóg jeden raczy wiedzieć jak jeszcze ją nazywano. Córka Ireny i Ernsta Szalonego, który to w bestialskim akcie porywa córkę i sprawia jej traumę na resztę życia. Jednak Nikita to "babka z jajami"! To kobieta godna podziwu. Silna psychicznie i fizycznie, zdolna do poświęceń, a nawet powiedzieć bym mogła, że szlachetna. Po tym, co zrobiła dla małej Ali nie mogę się nadziwić. Jednak kierowały nią głównie uczucia do Zeldy... Wracajmy do początku! Jako dziecko już miała pod górkę. Ojciec psychopata, od którego od początku musiała uciekać. Matka - chłodna. Właściwie nie dawała jej wsparcia, miała jedynie co do niej oczekiwania, które Nikita musiała spełniać. Musiała? Czy może chciała... Bo było w niej wciąż dziecko, które chce zadowolić wiecznie niezadowoloną i wymagającą matkę. Modliszka odcina kontakty z matką, zostają między nimi jedynie stosunki nauczyciel - uczeń, a raczej Matka Przełożona zakonu vs Cień. Nikitę poznajemy w momencie, gdy jest już dorosłą kobietą. Ma 30 lat. Mieszka w Warsie, wiecznie się ukrywa, ma okrojone grono znajomych i brak zaufania do wszystkich. Matka przydziela jej do współpracy Robina, przed którym, nie wiadomo właściwie dlaczego (podejrzewam, że po prostu musiała się przed kimś wygadać, co sama podkreślała), otwiera się, a on wie o niej więcej, niż sama by chciała. Pominę tu tajemnice rodzinne, braci Nikity, w tym tajemniczego Ture, a skupię się bardziej na niej samej. Oczywistym jest, że po tym, co zrobił jej ojciec przechodziła trudny moment, depresja, PTSD, brak wsparcia. Jednym słowem - przesrane. Jednak poprzez kontakty w Dzielnicy Cudów i pomocy Zeldy, udaje jej się wyjść z depresji i wziąć się w garść! I to właściwie samej! Dochodzi tu jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że dziewczyna nie ma łatwo. Podczas burzy, gdy wiatr wieje, zmienia się w bereska i szaleje! Beresk - właściwie niewiele autorka mówi o tej tajemniczej istocie. Jedynym, co wiadomo, jest paskudny i kocha zabijać. Geny odziedziczone przez ojca. 

Wszystko to rysuje nam obraz idealnej maszyny do zabijania. Nie ma skrupułów. Chce zadowolić matkę, nawet nieświadomie, nie ma właściwie nic do stracenia. Mimo, że chciałaby się ustatkować, wieść spokojne życie, nie może. Musi walczyć o swoje, być silna, twarda i nie dać sobie w kaszę dmuchać, bo inaczej będzie po niej. Ma trudny temperament, który pomaga jej w tym wszystkim utrzymać zdrowy balans. Jest otwarta na nowe doświadczenia, nieufna i bardzo aktywna. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to typowy choleryk!

Podsumowując. 
Rodzice nieźle zepsuli jej charakter. Chłodna matka, psychiczny ojciec, brak bliskiej osoby, częste przeprowadzki. Jedynie wykonywała polecenia. Matka ją nieźle wytresowała, jak pieska. Co najgorsze, ona zdaje sobie z tego sprawę, jednak natury nie oszukasz. Nie przepadam za kryminałami, jednak takie delikatne połączenie intrygi z fantastyką mnie zachwyciło. Ten klimat czarnego charakteru, kurtki motocyklowe, Inkwizycja i Zębuszka, do tego czkawka zmieniająca innych w potwory i tajemnice rodzinne, ojciec psychopata. Zadziwia mnie to, co kierowało Ireną, że związała się z Ernstem, czy Nikita będzie nadal pieskiem na posyłki swojej matki. Książka mnie zachwyciła, wciągnęła i nie wyobrażam sobie teraz bez niej życia. To coś, co powinien przeczytać każdy, jednak ze względu na dość kontrowersyjne sceny oraz mocne słownictwo polecałabym to osobom najlepiej pełnoletnim, a jeśli nie, to dobrze by było mieć chociaż te 16+. 😁


Moja ocena: 7,5/10

Gorąco polecam zapoznać się z historią Nikity. Miłego czytania!

niedziela, 12 lutego 2017

Porwana pieśniarka (Cykl klątwy tom 1), Jensen, Danielle L.

WARNING!
This post may contain SPOILERS!


"Cecile umiała kłamać. 
Tak wiele razy widziałem, jak to robi. 
Malutkie nieprawdy, którymi się posługiwała, 
choć nie zamierzała nikogo oszukiwać. 
Przebiegłość i manipulowanie innymi nie leżały w jej naturze - 
- te dziedziny stanowiły raczej moją domenę." 



Hej cześć!
Dziś na tapetę weźmiemy główną bohaterkę książki, którą skończyłam dosłownie przed chwilą, a mianowicie mowa tu o Cecile z "Porwanej pieśniarki" Danielle L. Jensen.
Biorąc pod uwagę, jak świeżo jestem po lekturze, moje emocje wciąż buzują, są nieustatkowane i nie potrafię zebrać myśli. Chcę po raz kolejny przenieść się do Trollus! Dlatego pospiesznie zamówiłam kolejne tomiszcza, które już do mnie pędzą! 😎
Ale przechodząc do rzeczy. Główna bohaterka Cecile de Troyes wiedzie spokojne życie na farmie w Kotlinie. Ważną do nadmienienia informacją jest to, że mieszka z ojcem, babcią i siostrą (o której się jedynie wspomina w tej książce). Matka opuściła ich, gdy Cecile była jeszcze dzieckiem i zamieszkała w mieście, gdzie była słynną śpiewaczką. Dostarczała córce, na wieś, najlepszych nauczycieli, aby mogła i ona wykształcić się w tym kierunku i niebawem zacząć karierę, jak jej matka. Dziewczynę wychowywał ojciec, który w tym przypadku był - jak mniemam - jej figurą przywiązania. Był dla niej dobry, ciepły, a co najważniejsze, ofiarował dziewczynie miłość, której nie dostawała od matki. Wiedziała, że kobieta ją kocha, jednak ta nie potrafiła tego po sobie pokazać. Już w pierwszych rozdziałach książki akcja toczy się piorunująco szybko, Cecile zostaje porwana do dziwnego podziemnego miasta (Trollus) i sprzedana rodzinie de Montigny, którzy zaślubiają ją z dziedzicem tronu - najprzystojniejszym i najbardziej aroganckim z trolli - Tristanem. Podczas jej pobytu w Trollus dzieje się wiele, wydaje mi się, że Cecile przechodzi ogromną wewnętrzną przemianę, poznaje różne nowe uczucia, stawiana zostaje w zupełnie odmiennych sytuacjach, niż zwykle, jednak jest to kwestia sporna, ponieważ nie wiemy zbyt wiele na temat tego, jaka była wcześniej. Wydaje mi się, że to jest spore niedopracowanie ze strony autorki, jednak w oczy nie kole i książkę nadal czyta się przyjemnie i szybko. Co prawda Cecile wyznaje Tristanowi, że w Kotlinie była szczęśliwa, tęskni za rodziną i przyjaciółmi, wiemy jedynie, że była optymistyczna, ale niewiele poza tym. W biegu zdarzeń poznajemy Cecile, która staje się godną swojego nowego tytułu kobietą. Sama nawet w pewnym momencie przyznaje, że pobyt w Trollus zmienił jej nastawienie na nowe doświadczenia, że stała się odważniejsza, bardziej otwarta i bojowo nastawiona. Z początku sprawiła to walka o wydostanie się z Trollus, następnie poświęcenie się dla ukochanego ludu i męża, z którym w końcu dochodzi do porozumienia, a młodzi zaczynają pałać do siebie ogromnym, niebanalnym uczuciem, wydawać się może, że dojrzalszym, niż miłość niespełna osiemnastolatków. 

Przechodząc do podstawienia sylwetki głównej bohaterki do koncepcji psychologicznych, wydaje mi się, że Cecile, w związku z rozłąką z matką (mimo, że ta ich odwiedzała), przeżyła lęk separacyjny i odłączenie od matki, jako od figury przywiązania. Sądzę, że mimo kochających bliskich, który naładowywali dziewczynę ogromem pozytywnej energii, może to mieć skutki jej wycofania. Chce być z matką vs. boi się zmian, panikuje i ciągle martwi się o bliskich - wypytuje to Tristana, to Chrisa co u nich słychać, czy pogodzili się z jej stratą, nie chce zadawać im bólu. Poza tym dziewczyna wydaje się momentami przewrażliwiona na swoim punkcie - podczas udawanych kłótni z Tristanem, czuje się tak, jakby to było naprawdę, mimo świadomości, że jest inaczej. Dodatkowo koniecznie chciała, aby wszyscy jej zaufali, mimo tego, że trolle wiedzieli, że ludzie mogą kłamać i często nie mają przed tym oporów, a jednocześnie nie potrafiła zaufa Tristanowi i jego dobrych chęci (jednak może to być spowodowane jego chłodnością emocjonalną w stosunku co do niej). 

Podsumowując. 
Na życie Cecile i jej późniejsze zachowanie ogromny wpływ miało odejście matki, sprawiło, że potrzebowała wiecznego zapewnienia o uczuciach, zaufania i bliskości z innymi, z jednoczesną świadomością, że ją kochają i nie zamierzają jej opuścić ot tak. Ponadto, Cecile to dziewczyna pałająca ogromnym optymizmem, która z biegiem czasu odnajduje w sobie siły, aby walczyć o miłość i życie z ukochanym. Zmienia się emocjonalnie, a jej priorytetem staje się zarówno szczęście Tristana, jak i swoje własne (notabene gdy jedno jest szczęśliwe - drugie automatycznie czuje to samo przez złączenie). 

Generalnie książka bardzo mi się podobała, niecodzienny świat trolli opisanych w inny sposób, jak złowieszcze istoty, do jakich przywykłam. Okazały się być piękne, zdolne do przeżywania tego, co ludzie, borykające się z realnymi problemami, niekiedy okrutne (jak Roland). Dodatkowo prawie pierwszoplanowy, niebanalny wątek romantyczny o zaskakującym zakończeniu przyciągnął mnie jak magnes i nie mogłam się powstrzymać od zakupu następnych książek z tej serii. Mam nadzieję, że zaskoczą mnie równie mocno i dosłownie wgniotą w fotel, jak zrobiła to ta książka. Gorąco polecam zarówno tym młodszym, jak i starszym fanom fantastyki, obiecuję, że zakochacie się w Trollus już od pierwszego spaceru! 

Ocena: 9/10

Miłej lektury!