środa, 29 marca 2017

A Court of Thorns and Roses (Tom 1) Maas, Sarah J.

WARNING!
This post may contain SPOILERS!

"Be glad of your human heart, Feyre. Pity those who don't feel anything at all." 


Wyobraź sobie, że nagle tracisz wszystko, co cię dotychczas otacza. A żeby przeżyć, musisz nauczyć się walczyć...  Masz 19 lat, Twój ojciec poza Tobą ma jeszcze 2 córki, ale sam wycofuje się z pełnienia obowiązków głowy rodziny i wszystko spada na Ciebie. Jak byś się w tej sytuacji odnalazł/a? Z takimi problemami zmaga się właśnie nasza główna bohaterka. Feyre nie jest zwykła dziewczyną. Jej głowa przepełniona jest masą problemów, jest głównym żywicielem rodziny. Niekoniecznie z wyboru. Pewnego zimowego dnia wybiera się na polowanie, gdzie zabija wilka. Nie wie jednak, jakie może to ponieść za sobą konsekwencje. 

Tak właśnie zaczyna się pierwszy tom serii Dworu Cierni i Róż. Ja swoją wersję mam akurat w języku angielskim, ale wiem, że w Polsce pozycja ta również odniosła ogromny sukces. Żałuję, że dotychczas tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki i już szykuję się do kolejnego tomu. Ale powoli! Skupię się tu głównie na Feyrze, która jest jedną z bohaterek, z którą łatwo mi przyszło się utożsamić. Jest młodą, zagubioną osobą, nie do końca zajmującą się zadaniami adekwatnymi do jej wieku. Poluje, zajmuje się domem, handluje zdobyczami. Wszystko, aby zapewnić swojej rodzinie choćby najmniejszy standard życia. Pewnego dnia wskutek karygodnego czynu opuszcza rodzinny dom, aby od tej pory zamieszkać w świecie, do którego normalny człowiek nie miałby wstępu, czyli w Prythian. To, jak zostaje tam potraktowana nijak się ma do kary, Lord Tamlin traktuje ją jak rasową księżniczkę, dbając przy tym o to, aby niczego jej, jak i jej rodzinie, nie zabrakło. Oczywiście, jak to na powieść young adult przystało, budzi się między nimi gorące uczucie, które zostaje wystawione na próbę. 

Feyre jest dobrze wykreowaną bohaterką. Nie jest kolejną ciepłą kluchą, ma mnóstwo wad, jest jak najbardziej realna, normalna, zwykła. Jednak serce ma skute lodem, lodem, który nawarstwił się w niej od śmierci matki, przestała się cieszyć życiem, została obciążona masą obowiązków i zwyczajnie nie dawała sobie z tym rady psychicznie. Jej jedyną pasją, przy której uwielbiała i potrafiła się wyżyć, wydusić swoje emocje było malowanie, w którym była całkiem dobra. Po drugiej stronie mamy Tamlina, Lorda Wiosennego Dworu, na którego rzucona została klątwa. W ciągu 49 lat musi znaleźć ludzką kobietę, pełną nienawiści do jego rodu, która zdolna jest zabić, ale również kochać. Klątwa zostanie zdjęta, gdy przed upływem tego czasu ona wyzna mu miłość. No i kur** mać! Z czasem, wczytując się wgłąb powieści zaczęłam mieć wrażenie, że to, co on zrobił z Feyre było jedynie po to, aby tą klątwę z siebie zdjąć! Na początku jest zdystansowany, jednak powoli przekonuje do siebie Feyre i czytelnika. Idzie pokochać te jego podchody, to, co robi dla Feyre i jej rodziny, jednak poźniej, na końcu książki, gdy poznajemy całą tajemnicę klątwy, wydaje się taki bezbronny. Nie zachowuje się, jak osoba, która kocha. Bardziej wydaje mi się, że pomylił on uczucie miłości z pożądaniem. 😡

Przechodząc już powoli do podsumowania stwierdzam, że Feyre jest jedna z moich ulubionych postaci literackich. Jest tak żywa, tak prawdziwa. Zmaga się z normalnymi problemami, nie boi się wyzwań, dla miłości jest w stanie poświecić wszystko. Mam wrażenie, że czytam książkę, która wcale nie odnosi się do wyimaginowanego świata, ale do naszych realiów. Jestem bardzo zadowolona, że w tym roku wychodzi kolejna część, którą przedpremierowo udało mi się już zamówić. Z tego, co się orientuję, cała seria ma się składać z około 6 tomów (jak nie więcej).

Całej książce daję mocne 9/10, jednak uważam, że jest to książka, która przez wiele doroślejszych scen nie nadaje się dla osób co najmniej poniżej 16 roku życia. Wszystkim starszym czytelnikom gorąco polecam!

Buziaki!
Adrianna